Kiedy 5 grudnia stawiałyśmy na okiennym parapecie buty, by Święty Mikołaj miał gdzie włożyć swoje podarki, rozmawiałyśmy o tym czy czcigodny święty zdąży objechać cały świat i odwiedzić wszystkie dzieci. Rozmawiałyśmy o tym, że przecież nie wszystkie dzieci dostaną w tę noc słodycze i to nie dlatego, że nie sprzątały swojego pokoju czy były niegrzeczne. Dzieci – chyba łatwiej niż dorośli – rozumieją, że ludzie na świecie mogą żyć w różny sposób i kiedy my stawiamy na parapecie okiennym buty, mali Żydzi – na przykład – stawiają chanukowe lampki.
Niedawno skończyłyśmy czytać „Opowiadania dla dzieci” Isaaca Singera. To chyba jedyna książka dla dzieci w dorobku tego wybitnego pisarza – noblisty piszącego w jidysz o Polsce, kraju swojego dzieciństwa.
Opowiadania – zabawne, ale skłaniające do refleksji – pełne są chanukowych światełek, dzieci grających w dreidla i zajmujących historii z życia polskich Żydów.
Podczas lektury rozmawiałyśmy z dziewczynkami o tym, dlaczego w Polsce nie ma już tego świata, dlaczego zniknęły synagogi i menory w oknach. Rozmawiamy też o tym kiedy przechodzimy przez dawną dzielnicę żydowską w Poznaniu i mijamy dawną synagogę, zmienioną w czasie okupacji na czynną do dziś pływalnię.
W naszym mieście żyła przez wieki ogromna liczba Żydów. W wieku XVI, w Poznaniu, istniała jedna z największych gmin żydowskich w Europie. Do początku XIX wieku, Żydom wolno było mieszkać tylko w obrębie własnej dzielnicy, a i później w tym miejscu budowano najwięcej żydowskich domów, a także – szkoły, przytułki, synagogi.
Istniał tu świat, taki jak u Singera, podobny do tego w Chełmie czy Lublinie. Po ulicach biegali chłopcy z pejsami, a mnóstwo dziewczynek miało na imię Hindełe, Cypa czy Estera.
zdjęcie: “Jewish Life in the Old Country by Alter Kacyzne”
To była biedna dzielnica. Bogaci, często zniemczeni Żydzi, budowali ogromne wille przy głównych ulicach rozbudowującego się w XIX wieku miasta. To o nich pomyślałam gdy czytałyśmy jedną z przezabawnych historii z życia mędrców z Chełma – miasta głupców. Kiedy Zalman Typisz, najbogatszy Żyd w mieście zapragnął żyć wiecznie, mędrcy z Chełma (noszący imiona Lekisz Kiep, Cajnwel Fujara, Trejtel Głupek, Sender Osioł i Gronam Wół) poradzili mu by przeniósł się do dzielnicy biedaków, bo tam – jak doszli do wniosku po przestudiowaniu kronik z ostatnich 300 lat – nie umarł jeszcze żaden bogaty człowiek 🙂
W okolicach dzisiejszej ulicy Żydowskiej niewiele jest śladów po jej dawnych mieszkańcach. Wielu przeniosło się w czasie dwudziestolecia międzywojennego do Niemiec. Pod koniec lat trzydziestych żyło w Poznaniu ok. 1500 Żydów. Zginęli na stadionie miejskim (były stadion Warty na poznańskiej Wildzie), zamienionym w obóz eksterminacji, i w innych okolicznych obozach. Przy niszczejącym stadionie znajduje się niewielki, otoczony bazarowymi budkami pomnik.
Zdjęcia popadającego w ruinę stadionu zostały wykonane przez mojego męża kilka lat temu. Od tego czasu nic się nie zmieniło.
Niedawno, na podwórzu jednej z kamienic przy ulicy Głogowskiej odnaleziono grób sławnego rabina Akiby Egera. W tym miejscu był cmentarz żydowski.
Ocalałe macewy zgromadzono na poznańskim cmentarzu miłostowskim.
Zatrzymujemy się czasami przy nich, kładziemy kamyczek, przyglądamy się hebrajskim znakom…
Od niedawna znamy już cztery litery: nun, gimel, he, szin. Poznałyśmy je dzięki grze w dreidla, która – podobnie jak bohaterów singerowskich opowiadań – pochłania nas ostatnio w grudniowe wieczory 🙂
Isaac Bashevis Singer „Opowiadania dla dzieci”, Media Rodzina, Poznań 2005
httpv://www.youtube.com/watch?v=Os5UeFjBFTs&feature=related
Komentarze
Przepięknie…
Napisaliście o kulturze, o ludziach, o społeczności, o zbiorowości, która w Polsce, we wszystkich chyba miastach, przestała de facto istnieć.
Kto zna historię Polski, a zwłaszcza historię XX wieku, choćby „po łebkach”, ten wie, co stało u przyczyn takiego stanu rzeczy.
W zasadzie nie ma tejże społeczności wśród nas, wśród narodu polskiego, narodu w przeszłości wielonarodowego i bardzo tolerancyjnego wobec innych nacji, czy religii!
O tym wypada pamiętać!
Poruszająca opowieść.
Tu w Krakowie takich miejsc, które zaludniali kiedyś Żydzi ze swoją bogatą kulturą jest szczególnie dużo. I często muszę odpowiadać na pytania syna, co oznaczają np. puste krzesła na Placu Bohaterów Getta lub samotny pomnik na na wzgórzu w dawnym obozie Płaszowie. I mimo że zna dobrze dzieje II wojny światowej, to jednak tłumaczenie holokaustu jest jeszcze trudniejsze dla zrozumienia dla sześciolatka. Ale tymi małymi kroczkami ukazuję mu świat, który był bardzo różnorodny, ale mam nadzieję, że nie odszedł bezpowrotnie.
A książkę Singera wpisuję na najbliższą listę lektur! Pozdrawiam gorąco z zimnego Krakowa.
mamik,
holokaust jest niemożliwy do zrozumienia i dla sześciolatka i dla nas, ale dobrze, że o tym rozmawiasz. Rzeczy, które wydają się niepojętym, złym snem mogą stać się, niestety dla kogoś namacalną rzeczywistością.
Pozdrawiam serdecznie z Poznania. Bardzo lubię zaglądać do Krakowa. Czas płynie tam zawsze dla mnie jakoś wolniej:)
Bardzo dziękuję za tego posta i gorąco pozdrawiam, Ola – Bobe Majse
Witam!
Gdy byłam mała, babcia nauczyła mnie zabawy ze sznurkiem. Jedna osoba musiała na rózne sposoby przekładać sznurek ba swoje ręce, tworząc ciekawe, trójwymiarowe figury. Przeszukałam sieć w poszukiewaniu nazwy dla tej zabawy, ale niczego nie znalazłam. Pamiętają ją także inni moi rówieśnicy (30+). Intuicja mówimi, że to chyba zabawa przewieziona z Kresów Wschodnich i Galicji, być może z rodowodem żydowskim. Może ktoś to zna?
myślę że ta zabawa nazywa się kocia kołyska ale nie wiem jaki ma rodowód